Kobieta w stresie
Dolegliwości wywołane stresem występują częściej u kobiet niż u mężczyzn – tak wynika z badań przeprowadzonych w 10 krajach Unii Europejskiej. Stres kobiecy jest inny. Badania w Szwecji wykazały, że poziom adrenaliny we krwi podnosi się w czasie pracy podobnie u mężczyn jak i u kobiet. Jednak w przypadku mężczyzn spada już pół godziny po jej zakończeniu, a u kobiet utrzymuje się do wieczora i dopiero wtedy powoli się obniża. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że dla kobiet koniec pracy, częściej niż w przypadku mężczyzn, nie oznacza końca obowiązków. Gdy przestajemy zajmować się tym, co w pracy, zaczynamy martwić się tym, co w domu, przede wszystkim o dzieci. Dopiero, gdy położymy je spać, następuje chwila wyciszenia. Współczesna kobieta ma prawo do tego, żeby łączyć rolę zawodową z rolą matki i z tego prawa korzysta. Czy jednak przyznaje sama sobie prawo do tego, żeby zadbać nie tylko o swoich bliskich ale także o siebie?
Stres sam w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym. Jest to mechanizm przystowawczy organizmu: pojawia się nowa sytuacja, organizm przygotowuje się do walki lub ucieczki, podejmowane jest działanie, po to, aby dostosować się do zmieniających się okoliczności. To teoria w skrócie. W praktyce oznacza to, że by poradzić sobie z życiem musimy mieć zapasy energii, które wyzwalamy w sytuacjach krytycznych. Zapasy te mają to do siebie, że same się nie odnawiają. Tak, jak żywność w lodówce musi być dokupywana, by lodówka nie zaskoczyła nas swoim pustym wnętrzem, tak trzeba w jakiś sposób zadbać o nasze psychiczne zapasy, aby nie odczuć wewnętrznej pustki. Dlatego, gdy długo pozostajemy w warunkach stresu, a nasz organizm przede wszystkim wykorzystuje energię, bez możliwości jej regenerowania, narażamy się na problemy ze zdrowiem. To jest właśnie stres negatywny, który nie prowadzi do mobilizacji i działania, ale osłabia nasze zdolności intelektualne, fizyczne i psychiczne. Sprawia, że czujemy się źle i jesteśmy mniej skuteczne. Zaczynamy odczuwać różnego rodzaju dolegliwości. Mogą to być bóle głowy, bóle pleców, podwyższone ciśnienie, obniżona odporność, alergie, ale też gorsza koncentracja, problemy z uwagą, niepokój, kiepski nastrój.
WHO uznała stres na największe zagrożenie zdrowotne XXI wieku. W pierwszej chwili może się to wydawać przesadą. Spójrzmy jednak na dane statystyczne, a stanowisko to wyda się uzasadnione, a troska międzynarodowych organizacji o profilaktykę stresu zrozumiała. Jak wynika z danych różnych organizacji europejskich i amerykańskich 50%-60% nieprzepracowanych dniówek w krajach UE ma związek ze stresem. W Wielkiej Brytanii liczbę roboczodni nieprzepracowanych z powodu stresu ocenia się na 5 mln, natomiast w USA szacuje się, że 54% przypadków absencji w pracy wywołują problemy stresopochodne. Aż 11 mln. Amerykanów narażonych jest w pracy na stres o natężeniu stanowiącym zagrożenie dla zdrowia.
Badania Eurostat wskazują, że na stres związany z pracą narażeni są wszyscy, niezależnie od miejsca zatrudnienia, branży czy stanowiska w hierarchii służbowej. Czyli to nie stanowisko, czy charakter pracy mają decydujące znaczenie dla tego, czy cierpimy z powodu negatywnego stresu. Co jest wobec tego tą zmienną, która sprawia, że nasze mechanizmy przystosowawcze przestają pełnić swoją ochronną funkcję? Jest nią przede wszystkim poziom naszego emocjonalnego zaangażowania w wykonywaną pracę. Decydujące okazuje się być to, jak duże ma ona dla nas znaczenie i jak dużym jest wyzwaniem. Ważne jest też, czy możemy przewidzieć, w jaki sposób rozwinie się sytuacja, w której się znalazłyśmy oraz na ile mamy poczucie, że poprzez nasze działania możemy mieć na nią rzeczywisty wpływ.
Długotrwały stres prowadzi do wypalenia się. Dotyczy to zarówno pracy jak i życia osobistego. Możemy wypalić się w naszej roli menedżera, specjalisty, fachowca, ale też w roli matki, opiekunki, przyjaciółki, tej, która bierze na siebie odpowiedzialność za innych. Mężczyźni najczęściej wypalają się zawodowo, gdy czują się rozczarowani brakiem awansu, czy wzrostu wynagrodzenia. Kobiety wypalają się dlatego, że za bardzo się angażują, często inwestując w pracę całe swoje pokłady energii. Zapominają, że istnieją też inne sfery życia, że rozwój osobisty niekoniecznie musi być tym samym, co rozwój zawodowy. Wyniki badań są dość przykre: kobiety najczęściej rozładowują stres krzycząc na innych lub korzystając z używek. Na pewno jest to jakiś sposób na rozładowanie napięcia, uspokojenie się, ale takie „wyładowanie się” pomaga na krótko. W efekcie jest najczęściej przyczyną jeszcze większych problemów.
Ogólnie wiadome jest, że nie ma, jak profilaktyka. Zastanówmy się, czy dbamy o równowagę w naszym życiu, czy jesteśmy świadome tego, jak funkcjonujemy w różnych jego sferach. Poniżej zamieszczam kilka pytań pomocniczych, dzięki którym będziesz mogła to ocenić.
Czy praca, którą wykonujesz, odpowiada Twoim zainteresowaniom, osobowości i temperamentowi?
Czy spędzasz w pracy tyle czasu, że zostaje Ci go jeszcze na zajęcia pozazawodowe?
Czy systematycznie dbasz o swoje zdrowie i przynajmniej dwa razy w tygodniu znajdujesz czas na ćwiczenia fizyczne?
Czy zdrowo się odżywiasz, nie palisz, wysypiasz się i dbasz o to, by mieć czas na wypoczynek?
Czy często czytasz rzeczy, które zmuszają Cię do myślenia, prowadzisz ciekawe dyskusje z innymi, rozwijasz swoje zainteresowania poprzez różne aktywności intelektualne?
Czy masz hobby, które sprawia Ci przyjemność, regularnie poświęcasz czas na relaks, a kiedy odpoczywasz nie czujesz się winna?
Czy potrafisz mówić otwarcie o swoich uczuciach, masz znajomych, na których możesz polegać i nie zaniedbujesz relacji z najbliższymi?
Jeżeli nie jest dla ciebie oczywiste, że na powyższe pytania możesz szczerze odpowiedzieć twierdząco, to jest to sygnał alarmowy dotyczący zachwianej równowagi pomiędzy ważnymi sferami Twojego życia. Może to skutkować objawami napięcia generowanego przez długotrwały stres. Ale nawet jeżeli ten sygnał się pojawił, to właśnie zrobiłaś pierwszy krok, przyjrzałaś się sobie i wyciągnęłaś wnioski. Teraz możesz iść dalej – możesz zacząć wprowadzać zmiany, które zawsze są możliwe.
Justyna Pawłowska-Barszcz
Czułem, że zajęła się mną indywidualnie, mogłem szczerze z Nią porozmawiać, bardzo mi pomogła. Polecam tego lekarza.


